|
Menu główne
Strona główna HAZ 2011 O nas Pomoce Społeczność Opcje użytkownika Szukaj
|
Artykuły › Wspomnienia Jurka
Mam nadzieję, że z tych moich wspomnień inspirowanych chwilą, przeżyciem - coś pożytecznego wyniknie. Chciałbym poopowiadać Wam o "starej 305-tce", o naszej historii, o ideałach i wartościach, o sukcesach i porażkach naszego Szczepu i o tym, co moim zdaniem ważne w życiu. Jurek Wartenberg - komendant Szczepu 305 WDHiZ 1973 -
18 czerwca 2010
Dziś był dla mnie bardzo przykry dzień. Moja kadra uświadomiła mi, jak bardzo się od siebie oddalamy. Dyskusja na temat imienia dla drużyny wędrowniczej poruszyła we mnie czułe struny. Czym się różni imię od nazwy ?
Imię przyjęte przez jakąś jednostkę / drużynę , szczep, szkołę/ to świadome kontynuowanie czyjejś myśli, idei, wzorowanie się na postawie bohatera. Przyjmując imię „Obrońców Żoliborza” AK Żywiciel , zależało nam na łączeniu wszystkich zuchów , harcerzy, / później harcerzy starszych i wędrowników / pod jedną nazwą. Bardzo długo przygotowywaliśmy się do przyjęcia imienia. Poznawaliśmy wszystkie oddziały - Żmija, Żbik, Żyrafa, Żubr, Żniwiarz, Żaglowiec – ich historie i rejony walk. Myśleliśmy jak zaprojektować plakietki na mundury, by nas łączyły. By przechodzenie z drużyny do drużyny, wiązało się z poznaniem następnego oddziału Żywiciela. Proporce ufundowane przez żołnierzy Żywiciela były swego rodzaju nagrodą za kierunek w którym podążaliśmy, często wbrew panującej modzie i naciskom odgórnym. Nie przyjęliśmy za to świadomie żadnych imion dla klubów, kręgów i innych jednostek Szczepu. Uznaliśmy kiedyś , że wystarczy nam „Żywiciel” ze swymi bohaterskimi kartami historii dla pracy z dziećmi, zuchami, harcerzami. Imię przyjęte przez nas miało być związane personalnie z wychowywanymi dziećmi na danym poziomie wiekowym, a nie z jednostkami szczepu, które ulegają modyfikacjom / wynikającym np. z reform oświaty /. Moim zdanie tak przyjęte rozwiązanie sprawdzało się do tej pory i mimo czasem pewnych braków / znajomości historii przez nasze „dzieci”/ dobrze funkcjonowało w naszych działaniach/ Msze za Żywiciela, Pasowanie na Powązkach,/
Nazwa to określenie w „co się bawimy” w drużynie , klubie , kręgu. Nazwy drużyn „Oceania” ,,Rycerska Brać” „Rzeka”, „Krasnoludkowy Ród” to obrzędy, zwyczaje, stroje , zabawy jednoczące w zabawie, ale i określające pewne cechy przyjmowane za wzór przez członków wspólnoty. Nazwy klubów kiedyś prężnie działających w 305-tce HKS „Aut”, HKT „Łaziki”, HSI „ Migawka” były nazwami jednoczącymi nas w działaniu. Byliśmy dumni, że mówi się o zwycięstwach HKS Aut, rajdach świętokrzyskich HKT Łaziki. Krąg Instruktorski nosił i nosi nadal w szczepie NAZWĘ , a nie imię Jerzyki. Miałem nadzieję i wierzyłem , że w tej nazwie było trochę mnie, bo mam na imię Jerzy. A może się mylę ? Może instruktorzy , którzy służyli w 305-tce i zakładali wiele lat temu Krąg Instruktorski nie widzieli związku miedzy tą nazwą a mną ! Bo obecni na pewno nie widzą takiego związku, dali mi to dzisiaj odczuć. Nie jestem w stanie kierować szczepem w którym nie jestem wodzem ! To trudna dla mnie decyzja, ale muszę coś z tym zrobić. Są dwa wyjścia .
Pierwsze .Jeśli nie jestem wodzem dla mojej kadry, to muszę zacząć od nowa / może nawet w innym składzie / i przekonać się czy jestem coś wart i czy potrafię wymagając wiele, być jednocześnie przez nich lubianym i szanowanym
Drugie. Moja kadra musi postawić zdecydowanie na innego wodza i powiedzieć mi - „Tobie Jurek już dziękujemy”
17 maja 2010
Za 40 dni wyjeżdżamy na obóz ! Pamiętam pierwszy obóz , który prowadziłem jako komendant 305-tki. Rok 1974 – Liwa Młyńska/Młynisko/ koło Prabut. Zgrupowanie Hufca prowadziła Katarzyna Wojdylak, a kwatermistrzem był jej mąż Tadeusz (śp). W kadrze poza mną były dwie moje harcerki ze szczepu 109 z Woli Hania Cudna i Ania Mańkowska. Obóz budowaliśmy przy użyciu siekiery, łopaty, saperki i dwóch młotków. Nie spodziewałem się, że nie będzie sprzętu pionierskiego , bo obiecywano że jest go pod dostatkiem. Jakoś zbudowaliśmy obóz , ja rozstawiłem swojego „niemca” / bardzo stary namiot dwuosobowy na masztach drewnianych – mam go do dziś !!!/ i zaczęliśmy zajęcia programowe. Nasz obóz bardzo dużo chodził na rajdy. Punktacja zastępów była tygodniowa i zastęp , który wygrywał rywalizację sam decydował , gdzie chciał iść na rajd. Ja chodziłem jako opieka , a moje dziewczyny zajmowały się wtedy obozem. Wygrywał co tydzień ten sam zastęp – Wieśka Capały, w którym o ile dobrze pamiętam było trzech braci Lias./ ciekawe co u nich teraz słychać ?/ Zastępowym tego zastępu był Michał Popieliński z mojej dawnej drużyny 109 z Woli. Z jednego z wypadów bardzo spieszyliśmy się do obozu, bo miała być zupa jagodowa ,która wszyscy bardzo lubiliśmy. Na szczęście spóźniliśmy się mimo podwózki ciężarówką / teraz wiem , że wbrew przepisom , nie wolno jeździć autostopem/ Dlaczego na szczęście ? Bo okazało się , że całe zgrupowanie zatruło się prawdopodobnie jagodzianką na śmietanie. A my jako jedyni zdrowi przez dwa dni pełniliśmy warty nocne i karmiliśmy chorych bułeczkami i kaszką / dieta/.
Warty nocne nie były na tym obozie takie jak obecnie. Obóz podchodzili miejscowi chuligani, często mający pretensje do nas Polskich Harcerzy, za to co zrobiono po 1968 roku z miejscową ludnością mazurską i warmińską. A przecież to nie my byliśmy winni, że kazano wielu z nich wyjeżdżać do Niemiec. Było tak ostro, że w niektóre noce obozu pilnowała Milicja. Bardzo się bały nasze harcerki, co skrzętnie wykorzystywali harcerze „czułą opieką” otaczając wystraszone dziewczęta. Obóz był bardzo dobry i zarówno harcerze z 305-tki jak i dołączonych kilka osób ze 119 wdh mile go wspominali i wrócili zadowoleni. Dodam tylko, że rok później 305 pojechała na swój pierwszy samodzielny obóz na Kaszuby nad jez. Czyste koło Wdzydz Kiszewskich.
Ja po tym pierwszym obozie z Żoliborzem zostałem doceniony przez komendantkę zgrupowania Kasię Wojdylak i Tadka. Na Jej wniosek na podsumowaniu HAL – 1974 w dniu 07.09.1974 otrzymałem drugi stopień instruktorski Przewodnika.
Do dziś Kasia i Tadek są moimi niedoścignionymi wzorami Instruktorów, ale przede wszystkim Wspaniałymi ludźmi.!!!
Pierwszym stopniem instruktorskim był w tamtych czasach stopień Organizatora / można go było dostać mając 16 lat/ a ja dostałem go i złożyłem zobowiązanie instruktorskie 27 stycznia 1974 roku po Zimowisku w Murzasichlu /niektórzy wiedzą nawet w którym domu było to zimowisko, bo będąc wielokrotnie w ostatnich latach pokazuję dom drewniany na łuku drogi w Murzasichlu, gdzie odbywało się zimowisko szkoleniowe Hufca Warszawa Żoliborz/.
Zastanawiam się czasem, czemu obecne obozy i zimowiska tak mało czerpią wiedzy od dawnych instruktorów i harcerzy. Pionierka, zdobnictwo to elementy tworzone i rozwijane latami. Program może się trochę zmienić, ulec modyfikacji, dopasować do obecnych czasów / oby tylko nie za bardzo się dopasował – kawiarenki internetowe na obozach, to jak dla mnie przekreślenie idei obcowania z przyrodą, puszczaństwa, harcerskiego surviwalu.
Proszę Was instruktorzy 305tki, harcerze – szukajcie starych zdjęć bram, obozów, zdobnictwa…..Rozmawiajcie z Waszymi Rodzicami, znajomymi, którzy byli „dawnymi” harcerzami o tym jak wtedy było, co i jak robili na obozach. „Odkurzmy” stare wzorce, sięgnijmy do zapomnianych zabaw harcerskich – od 100 lat tworzyli je Wielcy i Mali uczestnicy ruchu harcerskiego w Polsce, wśród nich ludzie będący w zasięgu Waszej ręki.
30 kwietnia 2010
Dużo pytań, to zagubienie, niepewność…….
Jestem od wielu lat komendantem szczepu i byłem wielokrotnie komendantem obozów, kolonii i zimowisk. To ja podpisuję się pod oświadczeniem o odpowiedzialności za wszystkich mi podległych harcerzy, zuchów, instruktorów. Dlaczego więc moje władze hufcowe nie mają do mnie zaufania po tylu latach służby! Czy prowadzę źle Szczep 305 ?
Czy moje zimowiska, obozy kolonie były źle oceniane przez uczestników, ich Rodziców i władze Związku ?
Pytam więc – dlaczego kadra za którą ja odpowiadam, musi zaliczać plany pracy swych działań , realizowanych przypomnę pod moim kierownictwem, u władz hufcowych ? Czy nie jest to okazywanie mi braku zaufania ? Czy namiestniczka hufcowa lub inna osoba oceniająca, zatwierdzająca plany pracy moich drużynowych odpowiada za ich działania na wyjazdach, zbiórkach i rajdach ? Dlaczego tak się dzieje w harcerstwie, że nie ma jasnych kryteriów zwierzchnictwa , a co za tym idzie i odpowiedzialności.
Odpowiedź jest moim zdaniem prosta.
Bo władza zapomina, kto tu jest dla kogo ! W organizacji jaką jest harcerstwo / i nie tylko../, „doły „ poradzą sobie bez „góry”, ale „góra” nie ma racji istnienia, jeśli nie ma „dołów”.
Szczepy powstają po to , by wspólnie działać, pomagać sobie i zmniejszać koszty. Po co powołuje się komendanta Szczepu, jeśli we wszystkim omija się go docierając do jego podwładnych, jeśli w wielu sytuacjach okazuje mu się brak zaufania.
A przy okazji – czy to , że szczepy są każdy inny – to źle ? Czy stare mundury noszone przez 305-tkę mają wpływ na poziom innych drużyn i szczepów w naszym Hufcu, Chorągwi i Związku ? Przeszkadzamy komuś w realizowaniu jego postanowień, działań , tym , że mamy swoje zwyczaje, tradycje, swoją strukturę i wzajemne relacje. Nie zawsze są one poprawne, ale są nasze i my je tworzymy !!!.
Dziwne , ale nie spotkałem się z krytyką działań naszego środowiska wyrażaną przez innych drużynowych , komendantów szczepów. Za to często przeszkadzam moim bezpośrednim władzom , Komendzie Hufca. Duża liczba organizowanych przez nas wyjazdów wakacyjnych, zaczyna być solą w oku dla niektórych…A przecież w nowym statucie ZHP jest wyraźny dopisek o wychodzeniu przez harcerstwo z inicjatywami do tzw. „cywili”.
To ,że na naszych koloniach integracyjnych odpoczywa dużo dzieci z wielu Domów Dziecka, dużo naszych zuchów i harcerzy , którym nie pasuje akurat termin obozu harcerskiego i kolonii zuchowej, dużo dzieci naszych dawnych harcerzy i przyjaciół – to coś złego. Te kolonie i obozy prowadzą specjaliści od wychowania, nasi dawni i obecni instruktorzy harcerscy. Prowadzimy je w oparciu o metodykę harcerską, zasady dobrego wychowania, tradycyjne wartości. Z roku na rok jest coraz więcej chętnych na wyjazdy z 305-tką.
To chyba dobrze ?
Wielu z naszych kolonistów „cywili” zostaje zuchami , harcerzami , a zdarza się że i instruktorami. Czy to źle ?
A może robimy to dla pieniędzy ? A może ja , Jurek Wartenberg komendant Szczepu 305 i Szef Akcji Letniej i Zimowej, zarabiam na nowy samochód ? Jeśli, ktoś takie plotki rozsiewa, niech ma odwagę powiedzieć mi to w twarz, a nie za moimi plecami, w lokalu Hufca, w którym ja przebywam tylko wtedy, gdy muszę ! Internetowe nicki , są jak maski na twarzach tchórzliwych bandytów i stadionowych łobuzów.
„…wszystko co złe , to szuka cienia, do światła dobro garnie się….” – ze starej harcerskiej piosenki
25 kwietnia 2010
Kiedy na Pasowaniu Biszkoptów miałem coś powiedzieć, nie mogłem zebrać myśli. Tak wiele chciałbym Wam powiedzieć, a tak mało mam czasu. Patrzyłem na stare mundury i byłem dumny , że tradycja w naszym Szczepie jest sprawą ważną nie tylko dla mnie. Przez wiele lat, a prowadzę Was już 37 lat, czułem wsparcie wielu osób w moich działaniach. Kiedy w czasach, gdy Armia Krajowa nie była „mile widziana” przemyciliśmy imię naszego Szczepu i Huta Warszawa ufundowała nam sztandar / 24 maja 1978 rok /. To nasz szczep jako jeden z pierwszych przywoził z Krakowa stare guziki z lilijką / na kupowanych mundurach były guziki „gołe”/. Pierwsi zaczęliśmy nosić plakietki Szczepu / nie Hufcowe, batalionu AL/. Nasze dziewczęta z wdziękiem nosiły furażerki , przypominając łączniczki i sanitariuszki Powstania Warszawskiego. Wzorem niektórych drużyn przedwojennych / np. u dh. Jana Rossmana /, w naszych szeregach mogły być osoby różnych wyznań i osoby niewierzące. Na obozach organizowane były wyjścia do kościoła , chociaż zalecenia ówczesnych władz harcerskich ostro tego zabraniały. Mało tego, my organizowaliśmy msze polowe na naszych obozach i koloniach / dostałem kiedyś za to odsunięcie od pełnienia funkcji w harcerstwie na dwa lata /. To słynna msza w Gołdapi z udziałem śp. Anny Walentynowicz. Kiedyś wam o tym opowiem. Walczyliśmy przeciw noszeniu „kwadratowych” lilijek i piaskowych koszul HSPS-u .Kto umie rozszyfrować ten skrót ?.Przyznaje , to ja przekonywałem Was, byśmy na mundurach nie nosili plakietek przynależności do organizacji światowych skautów, wpływałem na decyzje Rady Szczepu. Kiedyś powiem Wam dlaczego, ale zaufajcie mi , jeśli wierzycie , że wszystko co robiłem, robię i będę robił – robię dla dobra organizacji do której należy mój ukochany Szczep 305-ty i do której należała moja nie istniejąca już 104 drużyna, w której w 1964 roku otrzymałem krzyż harcerski nr 9831./Dawniej krzyże były numerowane/
Teraz walczymy o prawo noszenia dalej „starych” mundurów. Mundurów po naszych Rodzicach i starszych braciach i siostrach. To zaszczyt nosić stare pasy i finki , mające po 30, 40 lat. Gdyby one umiały opowiadać ! Posłuchalibyśmy o starych obozach pod namiotami z UNRY, o drużynach rozwiązanych za „solidarność” / trafił się komuś pas z opornikiem, znakiem protestu ? /, o czasach rozłamu harcerstwa….
Opozycyjność 305-tki wobec niektórych postanowień władz, łączyła nas wszystkich. Nie wolno ślepo wykonywać wszystkich rozkazów i dostosowywać się do wszystkich proponowanych zmian. Historia nas osądza , a po latach pokazuje , kto miał racje !
Zainteresujcie się , proszę, historią harcerstwa, Szarych Szeregów, historią własnego Szczepu.
Nie ma już wśród nas ks. Romana, nie ma Aleksandra Kamińskiego, nie ma dh. Jana Rossmana, nie ma „Orszy” i wielu, wielu innych wspaniałych ludzi, autorytetów dla nas harcerzy.
Ale wielu, bardzo wielu jest blisko nas, na wyciągnięcie ręki. Żołnierze Żywiciela spotykani co miesiąc na mszy „za Żywiciela”, wasi Dziadkowie i Rodzice, dawni instruktorzy harcerscy, są chętni przekazać Wam swoje doświadczenia, Rady, opowiedzieć jak to było dawniej…
Dziękuję instruktorom za spotkanie z dh. Danutą Rossman, dziękuję harcerzom starszym z odwiedzanie żołnierzy Żywiciela, dziękuję zastępowi z Oceanii, który na zeszłorocznym obozie zaprosił mnie na spotkanie o historii 305-tki.
17 kwietnia 2010
Ostatnie dni , tragiczne dla nas wszystkich , coś w nas zmieniły, dały dużo do myślenia. Odeszli na wieczną wartę ludzie , którzy byli dla nas wzorcem do naśladowania. Ludzie godni, uczciwi, wspaniali patrioci. Spontaniczne reakcje nas wszystkich zaskoczyły cały świat. Postawa harcerzy w tych trudnych dniach to wspaniała służba, która jest przecież zapisana w naszych ideałach, a którą na co dzień powinniśmy realizować w dniach szarej codzienności. Ale czy realizujemy ?
Pierwsza myśl ,która nasunęła mi się patrząc na harcerzy pod Pałacem Prezydenckim, to myśl o wodzostwie.
Pan Prezydent nasz Wódz - czy na co dzień też tak był traktowany. Czy okazywaliśmy mu należyty szacunek, nie tylko z tytułu zajmowanego stanowiska głowy państwa, ale przede wszystkim za to jakim był człowiekiem. Teraz widzimy jak wspaniałym Polakiem , patriotą , mężem stanu i bardzo ważne - mężem Pierwszej Damy Pani Marii i ojcem Pani Marty był Prezydent Lech Kaczyński. A ilu z nas wiedziało, że jako Prezydent jest Protektorem Harcerstwa Polskiego ? Ilu z nas wiedziało o działaniach Pani Marii na rzecz dzieci specjalnej troski w tym dzieci z harcerskiego NS-u ? Teraz to już przeszłość !
Ale musimy z tej gorzkiej lekcji „spieszenia się kochania ludzi , którzy tak szybko odeszli” wyciągnąć wnioski. Patrzmy dokoła siebie i szukajmy wzorców do naśladowania. Zwłaszcza my, instruktorzy harcerscy ,wychowawcy zuchów i harcerzy, musimy być przykładem dla innych. Czerpmy siłę z postaw prawdziwie patriotycznych, uczmy się pokory, ale i walki o słuszne sprawy. Jesteśmy Polakami ! Możemy czuć się europejczykami, ale "biało-czerwona" była,jest i będzie zawsze naszą flagą a orzeł naszym godłem.
Kiedy patrzyłem pod Pałacem Prezydenckim na wielu instruktorów harcerskich różnych organizacji, zadawałem sobie w duchu pytanie, a gdzie są teraz wasze dzieci. Gdzie Wasze zastępy i drużyny ? Czy w tych trudnych dniach nie powinniście być z nimi pod Pałacem , w kościołach, na cmentarzach, w harcówkach przy płonących świecach ? Waszym zadaniem jest przewodzenia , nie działanie w pojedynkę. To pierwsze jest dużo trudniejsze !
Tak jak Naród ma swego Prezydenta,
tak zastęp swego Zastępowego ,a drużyna swojego Drużynowego.
„Złym pasterzem jest ten, który sam biegnie do oazy napić się wody, pozostawiając swe stadko osamotnione na pustyni.”
Pan Prezydent nigdy nie oddalił się od własnego Narodu, mimo, że Naród czasem oddalał się od Niego.
Jurek
Śpieszmy się
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego
Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć
kochamy wciąż za mało i stale za późno
Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a będziesz tak jak delfin łagodny i mocny
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą
ks. Jan Twardowski
dnia 21-04-2010 o godz. 14:25:04 (1650 wyświetleń)
|
|

Pokrewne linki

Oceny artykułu
Wynik głosowania: 4.62 Głosów: 70

Opcje
|